Szkolenia mogą być fascynujące
Niezależnie od tego, czy pracujemy z zespołem inżynierów, czy ze specjalistami od marketingu, nauka nie musi być nudna. Zaangażowanie pojawia się w chwili, gdy znikają zbędne abstrakcje.
Wszystko zaczęło się od serii małych, codziennych niepowodzeń w moim domu. Moja 8-letnia córka pasjonowała się bajką i figurkami My Little Pony. Z wielkim entuzjazmem przybiegała do mnie z pytaniem:
— Tato, a co to za kucyk?
Ja niestety nie miałem pojęcia. Córka wracała do swojego pokoju smutna, a po paru minutach sytuacja się powtarzała: nowy kucyk, to samo pytanie… i znowu brak odpowiedzi z mojej strony.
Postanowiłem to zmienić i zawalczyć o tytuł „Najlepszego Taty na Świecie”! Chciałem stworzyć z nią wspólny, wartościowy projekt — coś z obszaru moich doświadczeń technologicznych, z czego sama mogłaby być dumna. Wtedy jeszcze w ogóle nie myślałem o prowadzeniu warsztatów.
Połączyliśmy siły: jej wiedzę o kucykach i bogatą kolekcję figurek zestawiliśmy z technologią uczenia maszynowego. Razem zaangażowaliśmy się w cały proces — szukaliśmy figurek, robiliśmy zdjęcia, ustalaliśmy nazwy i trenowaliśmy model nadzorowany (supervised learning), używając prostej platformy no-code.
Bez pisywania jakichkolwiek skryptów czy zgłębiania zaawansowanej matematyki, 8-letnia dziewczynka i jej tata w wieku 30+ stworzyli od zera w pełni działający model wizji komputerowej rozpoznający kucyki w czasie rzeczywistym.
Postanowiłem przenieść to doświadczenie na format warsztatowy, zachowując motyw My Little Pony. Chciałem dać ludziom nietechnicznym przestrzeń do bezpiecznego wejścia w świat AI/ML i udowodnić im, że próg wejścia w tę technologię jest niesamowicie niski.
Warsztat ten nie tylko przełamuje bariery, ale dla wielu stał się bezpośrednią inspiracją.
Uczestnicy po sesjach wracali z własnymi pomysłami na modele, wykorzystywali zdobyte wnioski w pracy zawodowej lub po prostu przyznawali, że dzięki kucykom sztuczna inteligencja znowu stała się dla nich po prostu ciekawa i przyjazna.
Dlaczego to działa? Ponieważ większość tradycyjnych szkoleń technologicznych paraliżuje uczestników akademickim żargonem, wzorami i trudnym kodem. Moje podejście do edukacji opiera się na prostych zasadach:
Niezależnie od tego, czy pracujemy z zespołem inżynierów, czy ze specjalistami od marketingu, nauka nie musi być nudna. Zaangażowanie pojawia się w chwili, gdy znikają zbędne abstrakcje.
Opowiedzenie o mechanizmach uczenia nadzorowanego za pomocą plastikowych zabawek usuwa barierę lęku przed AI i buduje naturalną ciekawość. Humor otwiera przestrzeń do zadawania pytań.
Pokazanie, że do zrozumienia zasad działania ML nie są potrzebne skrypty w Pythonie, otwiera głowy pracowników na praktyczne zastosowania AI w ich codziennych zadaniach.
Największą barierą we wdrażaniu AI w firmach rzadko jest sama technologia — najczęściej jest nią tarcie komunikacyjne między zespołami technicznymi a biznesowymi. Kiedy biznes zaczyna rozumieć mechanikę modeli w intuicyjny sposób, organizacja zaczyna wdrażać projekty AI sprawniej, odważniej i bez zbędnych obaw.
Kiedy techniczne onieśmielenie ustępuje ciekawości, zespoły inżynierskie i biznesowe zaczynają rozmawiać tym samym językiem i wdrażać projekty AI bez paraliżu decyzyjnego.
Warsztat z oryginalnym zbiorem figurek prowadziłem m.in. na festiwalu Pyrkon, CD-Action Expo oraz wewnątrz zespołów firmowych. Dostosowuję formę do celów organizacji: od inspirującego keynotu (45–60 min) po intensywny warsztat hands-on (3–4 godz.).